konkursy

filmowy

muzyczny

Artur Wabik: Komiks "w duchu całkowitej wolności"

Od wielu lat styczeń kojarzy mi się z komiksem. Co roku w ostatnich dniach tego miesiąca, we Francji rozpoczyna się największy w Europie festiwal poświęcony sztuce komiksu – Festival International de la Bande Dessinée d’Angoulême. W tym roku także, już za niecałe trzy tygodnie, do niewielkiego miasteczka w zachodniej Francji przyjedzie ponad 200 tysięcy fanów i twórców komiksu, na cztery dni zwiększając jego populację niemal pięciokrotnie. Ilekroć tylko mam okazję brać udział w festiwalu, niezmiennie jestem pod wrażeniem szczególnej, doniosłej atmosfery, w której przebiega to wydarzenie. Całe miasto żyje w tym czasie komiksem, obecnym dosłownie wszędzie – w witrynach sklepów, na ulicach, środkach komunikacji publicznej, w lokalnej prasie i telewizji.

Monograficzne i przekrojowe wystawy komiksu z całego świata można w tych dniach oglądać w kawiarniach, na dworcu, w ratuszu, bibliotece, a nawet w nastrojowych wnętrzach przepięknej romańskiej katedry z pierwszej połowy XII wieku. Festiwal w Angoulême to prawdziwe święto. Kolejne edycje osadzają go w tkance miasta poprzez murale, rzeźby i instalacje artystyczne, przedstawiające postaci i motywy z najsłynniejszych francuskich komiksów. Nazwy ulic na stałe umieszczone są w komiksowych dymkach, zaś jedną z największych miejskich inwestycji jest Muzeum Komiksu, połączone z biblioteką zawierającą niemal wszystkie francuskie edycje po roku 1946.essays4you.net

Festiwal w Angoulême to z jednej strony wielka, komercyjna impreza o charakterze targowym, podczas której wydawcy i dystrybutorzy notują rekordowe wyniki sprzedaży. Z drugiej zaś, jedyna w roku okazja, aby spotkać się z autorami, na co dzień mieszkającymi i tworzącymi na drugim końcu świata, albo przynajmniej kontynentu. Kiedy z namiotów ze stoiskami, wystaw i sal wykładowych wyjdą ostatni goście, a obsługa targów zacznie gorączkowe przygotowania do kolejnego dnia imprezy, życie festiwalu przenosi się do kawiarni i pubów. W „Czarnym Kocie” i sąsiadujących z nim lokalach do późnych godzin nocnych toczą się dyskusje, powstają scenariusze i szkice. Przy jednym stoliku można zobaczyć Manarę, Spiegelmana, Tardiego, Crumba, Muñoza, Mézièresa, a kilka lat temu także i Moebiusa.

Każdego roku gościem honorowym festiwalu są artyści z innego kraju. W tym roku będą to Chiny, a w przeszłości m.in. Niemcy, Finlandia i Południowa Korea. Komiks operuje jednolitym przekazem ikono-lingwistycznym, w którym równie istotna, co tekst jest warstwa graficzna dzieła. W przypadku krótszych form nawet nieznajomość języka, którym zapisano teksty w dymkach, nie wyklucza zrozumienia fabuły na postawie sekwencyjnie ułożonych obrazków. Wiele osób przyznaje, że to właśnie komiksy były dla nich formą pierwszego kontaktu z językiem obcym, szczególnie przed upowszechnieniem się Internetu. Komiksy powstają obecnie we wszystkich kulturach, chociaż nie we wszystkie są wpisane tak silnie, jak np. w krajach frankofońskich, Japonii czy USA. We Francji są traktowane jak dziedzictwo narodowe i znajdują odbiorców we wszystkich grupach wiekowych.

Co roku festiwal przyznaje także Grand Prix za całokształt twórczości, zaś uhonorowany nią artysta zostaje dyrektorem artystycznym kolejnej odsłony imprezy. Niemal dokładnie 10 lat temu, w 2005 r. otrzymał ją Georges Wolinski. Pamiętam wyraźnie, jak odbierał gratulacje na głównej scenie teatru miejskiego, podczas gali finałowej 32. edycji festiwalu w Angoulême. 7 stycznia 2015 r. Wolinski zginął w ataku terrorystycznym na redakcję francuskiego magazynu satyrycznego „Charlie Hebdo”. Razem z nim kilkoro innych paryskich dziennikarzy i rysowników, m. in. Cabu, Charb, Honoré i Tignous. Tegoroczna edycja festiwalu będzie mieć więc szczególny charakter. Już w dniu tragedii na stronie internetowej organizatora pojawił się komunikat: „Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Angoulême od początku swojego istnienia czynił starania, aby zwracać się do artystów różnych narodowości, z różnych krajów. W duchu całkowitej wolności. Nie ma innej możliwości.”

„Charlie Hebdo” nie posługuje się najsubtelniejszym dowcipem. Wiele z ich ilustracji balansuje na granicy dobrego smaku, podczas gdy inne można określić wprost jako obraźliwe. Siłą pisma jest jednak to, że zabiera głos w sprawach, których w myśl politycznej poprawności nie chce dotykać nikt inny. Laureat nagrody Pulitzera, Art Spiegelman w wywiadzie dla „Comic Riffs” wspomina okładkę „Charlie Hebdo” z okresu odkrycia masowych grobów w Srebrenicy. Ilustracja opatrzona była komentarzem: „Skąd wiadomo, że to obóz koncentracyjny, skoro nie ma orkiestry?” Mówi także – „Autorzy komiksów mają prawo w imię wolności wypowiedzi i wyznania – obrażać i wyśmiewać. Mają prawo być wolni od strachu.” Mieszkający na stałe we Francji, znany z bezkompromisowych postaw Robert Crumb uważa, że „Charlie Hebdo” – wbrew zarzutom muzułmanów – obraża wszystkich równo.

Atak na redakcję uruchomił lawinę wyrazów poparcia. Dzień po zamachu na całym świecie, od Sydney po Buenos Aires, rozpoczęły się trwające do dziś demonstracje uliczne. Media społecznościowe błyskawicznie obiegł hashtag #jesuischarlie, który stał się hasłem przewodnim protestów. Tysiące rysowników na całym świecie tworzy ilustracje i komiksy komentujące tragiczne wydarzenia w redakcji „Charlie Hebdo”, do czego zachęca na swojej stronie m.in. festiwal komiksu w Angoulême. Publikują je niemal wszystkie dzienniki, również arabskie, jak katarski „Al-Arabi Al-Jadeed”, czy libański „An Nahar” oraz „Al Akhbar”, uważany dotychczas za sympatyzujący z Hezbollahem. Ich twórcy sporo ryzykują – demokratyzacja regionu, będąca efektem Arabskiej Wiosny, jest wybiórcza, a wolność wypowiedzi nadal mocno zagrożona.

Na ulicach Paryża, Londynu czy Berlina można bez większego ryzyka manifestować swój protest przeciwko terroryzmowi. Stało się to niemal modne. W miniony weekend na ścianach europejskich metropolii powstały setki graffiti i murali opatrzonych hasłem „Je suis Charlie”. Slogan powielała m.in. berlińska grupa 1UP, paryscy artyści street artowi – Gris1, Mr. A, Jef Aerosol, Blek le Rat oraz JR, którego charakterystyczne fotografie niósł tłum podczas niedzielnego „Marszu Republiki”, w Londynie – Pure Evil, Parlee, Graffiti Life i wielu innych. Kilkanaście napisów i malowideł pojawiło się w samym Shoreditch, niekiedy w połączeniu z tradycyjnymi dla Londynu postulatami jak np. „Stop CCTV”. Plakaty z rozmontowanym na części kałasznikowem nabitym ołówkami rozlepia wiedeński artysta Nychos.

Atmosferę studzą wypowiedzi artystów sceptycznych wobec stylu, w którym redaktorzy „Charlie Hebdo” uprawiają satyrę. Joe Sacco w swoim jednoplanszowym komiksie opublikowanym na łamach „The Guardian” pisze: „Często, kiedy rysujemy linię, jednocześnie przekraczamy ją.”, zarzucając rysownikom arogancję i brak chęci dogłębnej analizy sytuacji. Wiele redakcji, szczególnie w USA, zdecydowało się na ocenzurowanie reprodukcji obraźliwych komiksów z „Charliego” – postąpił tak m.in. „The Telegraph” czy „New York Times”. Okładek „Charlie Hebdo” nie pokazują też stacje ABC News i CBS News oraz portal Dailynews.com. Dominuje jednak przekonanie, że – by zacytować po raz kolejny organizatorów festiwalu w Angoulême – „Rysunek od zawsze był dla człowieka jednym ze sposobów ekspresji: wypowiedzi, świadectwa, protestu, dialogu, pytania. Jednym słowem – nośnikiem idei.” I jako taki, powinien pozostać nieskrępowany.

Dowiedz się
więcej: