konkursy

filmowy

muzyczny

Marcin Teodorczyk: Czy wielokulturowość działa na mundialu?

Mundial 2014, jak wszyscy wiemy, wygrała drużyna Niemiec. Największą gwiazdą reprezentacji niemieckiej jest Lukas Podolski, czyli „po naszemu” Łukasz. Piłkarz nie wypiera się polskich korzeni i przyjeżdża często do Polski. Wielu Polaków kibicuje drużynie niemieckiej także ze względu na ten fakt i od lat utalentowany zawodnik napawa rodaków dumą.
Podolski urodził się w Polsce, a gdy miał 2 lata jego rodzina przeprowadziła się do Niemiec. Jako nastolatek zaczął zawodowo grać w futbol, więc zgodnie z przepisami FIFA, mógł wybrać reprezentację narodową. Piłkarz nawet zadeklarował chęć gry w polskiej reprezentacji, gdyż miał obywatelstwo polskie, ale jak donoszą media – nie otrzymał powołania do kadry. Jako reprezentant drużyny niemieckiej występuje od 2001 roku (czyli od czasów gry w reprezentacji młodzieżowej). Po zwycięskim mundialu świat obiegło zdjęcie uśmiechniętego piłkarza w towarzystwie kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Przykład Łukasza Podolskiego pokazuje, że w sporcie podziały ze względu na pochodzenie etniczne czy narodowość mają mniejsze znaczenie. Pod jednym warunkiem: że zawodnik czy drużyna odnosi zwycięstwo, z którym kibice w danym kraju mogą się utożsamić. Ten pozytywny aspekt sportowych emocji bywa tylko jedną stroną medalu.
Dyskusje wokół składu osobowego drużyn narodowych nie są jednokierunkowe, bowiem zawsze wkracza do nich bieżąca polityka oraz pewna forma współczesnego patriotyzmu – takich emocji, które nazwałbym „nacjonalistycznymi” – ujawniająca się właśnie wtedy, gdy reprezentacja jednego kraju rywalizuje z innymi. To poczucie dumy z bycia „rdzennym” mieszkańcem kraju, wspólnoty określonej nie tylko geograficznie, nawet czasem nie tylko etnicznie, lecz przez pryzmat obywatelstwa. Pojęcia te jeszcze dwadzieścia lat temu były skompromitowane. Europa po upadku komunizmu wróciła do idei integracji. Wówczas Unia Europejska nie borykała się z kryzysem własnej tożsamości, a jej funkcjonowanie nie było zagrożone (tak jak dzisiaj, kiedy Wielka Brytania straszy wyjściem ze wspólnoty). Kryzys nadszedł później i wciąż postępuje – do głosu doszły ugrupowania, które jawnie podkreślają narodową odrębność, a także mniejszości żądające własnej autonomii w granicach krajów (sytuacja w Hiszpanii, przykład podzielonej Belgii). Za tym idą również idee przeczące integracji i chęci budowania wspólnoty.
Cztery lata temu po mundialu w RPA ,włoski minister w rządzie Silvio Berlusconiego, Roberto Calderoli zareagował ksenofobicznie, gdy jego reprezentacja narodowa odpadła z rozgrywek. Winą za to obarczył skład drużyn klubowych, grających w Pucharach Włoch i Lidze Mistrzów, w których nie dopatrzył się żadnego Włocha. Zarzucił selekcjonerom, że zatrudniają „luksusowych imigrantów”, zamiast odkrywać i trenować talenty „włoskie”. Przykład Francji jest bardziej znaczący. W 2011 roku wybuchła afera, kiedy podczas spotkania związku futbolowego postulowano ograniczanie przyjmowania do szkółek piłkarskich osób czarnoskórych i o pochodzeniu arabskim. To już był jawny rasizm i początek skandalicznych odkryć związanych z członkami reprezentacji francuskiej (włącznie z aferą seksualną z niepełnoletnią dziewczyną). Swoje dołożyli także kibice, którzy by zamanifestować sprzeciw wobec rasistowskiej polityki szefów kadry, podczas meczu towarzyskiego Francji z Tunezją wygwizdali francuski hymn. Wśród kibiców dominowali ci o pochodzeniu etnicznym arabskim. Do tego doszła reakcja ówczesnego prezydenta Francji, Nicolasa Sarkozy’ego, który domagał się praktyki przerywania meczów, gdy kibice wygwizdują hymn narodowy. Reakcje kibiców, zawodników oraz polityków stanowią obraz bieżącej polityki. Sarkozy doszedł do władzy jako „szeryf”, który zrobi porządek w państwie. W domyśle chodziło także o „porządek” z Francuzami pochodzenia arabskiego oraz imigrantami. Ci ostatni mieli okazję by zamanifestować ostro swoją postawę wobec polityków.
Inny przykład: cieniem na zwycięskiej drużynie z Niemiec kładzie się wciąż historia. Łatwo o porównanie do czasów Hitlera, a zatem o skandal. Media pokazały zwycięski taniec czwórki piłkarzy podczas spotkania z kibicami w Berlinie pod Bramą Brandenburską (w tym bohatera finałowego meczu, Mario Goethe), którzy krzyczeli „tak chodzą gaucho (pastuchy)”, a „tak chodzą Niemcy” – w domyśle „ci lepsi”. Argentyńczycy byli oburzeni, określono to zachowanie tańcem „nazistowskim”. Zareagował nawet prezes Niemieckiego Związku Futbolowego, który wystosował do władz związkowych Argentyny oficjalne przeprosiny.
Geopolityka wciąż odgrywa dużą rolę w zawodach o globalnym zasięgu. Kto z kim gra oraz kto z kim wygrywa, ma znaczenie także polityczne. W światowych mediach dominował podział kontynentalny na Europę i Amerykę – rywalizacja ta ma podłoże kolonialne, bazuje na resentymencie i odtwarza dawne napięcia. Wygrana drużyny niemieckiej bywała określana jako „wygrana Europy”, czyli dawnego kolonizatora.
Ten postkolonialny dyskurs wciąż jest obecny i długo będzie się utrzymywał. Mimo, że zawodnicy na co dzień grają obok siebie w klubach, znają się dobrze, spędzają ze sobą czas – tutaj nie ma problemów ani natury rasistowskiej, ani nie odbija się kondycja bieżących polityk państw. Tu rządzą pieniądze. To kolejny przykład skutecznej integracji, która nastawiona jest na jasno określony cel. Zwycięstwa drużyn klubowych to gra o olbrzymie pieniądze. Wszyscy ważniejsi piłkarze są bajecznie bogaci i co chwilę słyszy się o rekordowych kontraktach i transferach, idących w dziesiątki milionów euro. Podział między kibicami a milionerami z boiska jest kolejnym problemem, który uwidacznia się, zwłaszcza w obliczu przegranej. Widać to było w przypadku Brazylii, która jest krajem ogromnych nierówności społecznych. Również umiejscowiłbym to w obrębie wielokulturowości – tyle, że na styku stanu posiadania oraz przynależności do klasy społecznej. Protesty obywateli niezgadzających się na miliardowe koszty mundialu, odbywały się na masową skalę, regularnie przed mistrzostwami. Nieprzypadkowo po tym, jak drużyna Brazylii odpadła z mundialu, na ulicach miast doszło do zamieszek (niektóre media podawały, że były to tylko „incydentalne” wypadki). Agresywni kibice atakowali policjantów, mienie, podpalali samochody. Wściekłość ta wynikała nie tylko z ambicji i emocji sportowych, ale przede wszystkim była demonstracją osób marginalizowanych i biedniejszych, skierowaną przeciwko władzy. Kibice narzekali na piłkarzy, którzy zarabiają tygodniowo więcej niż oni przez kilka lat ciężkiej pracy, a mimo to nie byli dostatecznie zmobilizowani, by walczyć na boisku.
Spójrzmy także na nasze podwórko. Gwiazdą reprezentacji na początku lat 2000 był Emmanuel Olisadebe, czarnoskóry piłkarz pochodzący z Nigerii, który uzyskał polskie obywatelstwo w przyspieszonej procedurze, aby wziąć udział w rozgrywkach. Był uwielbiany przez Polaków, strzelał gole, ale – jak wyznał w wywiadzie – „rasizm go załamywał”. Przykładem tego stał się rasistowski akt obrzucania piłkarza bananami przez kibiców Zagłębia Lublin. Później Olisadebe stał się twarzą kampanii stowarzyszenia Nigdy Więcej, która słynie z akcji „Wykopmy rasizm ze stadionów”. Olisadebe był jedynym czarnoskórym piłkarzem w reprezentacji Polski. Jednak obcokrajowców, którzy przyjęli polskie obywatelstwo było kilku, w tym: Roger Guerreiro, pochodzący z Brazylii, grający w reprezentacji w latach 2008-2011; Ludovic Obraniak, francuski piłkarz pochodzenia polskiego, grający w reprezentacji od 2009 roku. Francuskie korzenie po babci ma także Damien Perquis – w reprezentacji od 2011 roku. Jak pokazują przykłady piłkarzy – gdy chodzi o cel, jakim jest wzmocnienie kadry narodowej w ulubionym sporcie Polaków, kwestie pochodzenia etnicznego czy narodowościowego mają mniejsze znaczenie. Wynika to także z tego, że Polacy mają silną potrzebę radości z sukcesów reprezentacji, póki co – niezaspokojoną.
Wielokulturowość podczas mundialu zdaje się nie mieć znaczenia, gdy celem jest zwycięstwo drużyny dla swojego kraju. Jednak to generuje dużą presję ze strony kibiców oraz traktowane jest bardzo ambicjonalnie. Każdy kraj chce być zwycięzcą i każda drużyna chce doświadczyć tego historycznego momentu. Jednak niuanse widoczne są w szczegółowej analizie. Nie zapominajmy, że futbol to ogromna machina biznesowa, a więc każdy utalentowany zawodnik po prostu się opłaca i daje się przeliczyć na potencjalne zyski. Drugą kwestią są zaszłości historyczne i geopolityka – tutaj dochodzą emocje nacjonalistyczne, a więc podkreśla się odrębność i wyższość danego kraju. Może to stanowić odbicie bieżącej polityki kraju wobec idei integracji i wielokulturowości. Dlatego obserwacja mundialu pod tym kątem, jest dobrym pretekstem do monitorowania postaw obywateli wobec imigrantów czy osób pochodzących z mniejszościowych grup etnicznych.
Jak pokazuje przykład Łukasza Podolskiego, można kibicować drużynie niemieckiej także dlatego, że występuje w niej polski zawodnik. Jest to sytuacja, która łączy kibiców obu krajów, a przecież nie jest to takie proste w obustronnej relacji, bazującej na resentymencie, pamięci o II wojnie światowej i bardzo silnych stereotypach.

Dowiedz się
więcej: