konkursy

filmowy

muzyczny

Marcin Teodorczyk: „Kobieta z brodą” emblematem wielokulturowej Europy?

Od finału konkursu Eurowizji 2014 jesteśmy uczestnikami dyskusji o granicach wielokulturowej Europy. Nagle, ku naszemu zaskoczeniu, „Kobieta z brodą”, czyli Conchita Wurst, okazała się emblematem nowoczesności, tolerancji, otwartości – tych cech, za które cenimy Europę i które Europa przyswoiła, a które równocześnie wciąż zdają się podważać polską tożsamość, w dużej mierze opartą na przywiązaniu do złudnej definicji „narodu”, „rodziny” i etnicznego monolitu. Popkulturowe wydanie transgresji wygrało z seksualną wizją „naszych” Słowianek. Od soboty nie mam wątpliwości – uczestniczymy w wewnętrznej ideologicznej dyskusji o tożsamość Europy. Ale tak naprawdę dyskusja ta dotyczy polskiej tożsamości na bazie negacji europejskich wartości, opartych na modelu wielokulturowości i tolerancji.
Zachód przerobił kulturowe rewolty i ewolucje postaw wobec każdej odmienności, której nadał status obywatelski, choćby poprzez politykę multi-kulti oraz długotrwały proces wyrównywania szans. Oswoił się z imigrantami, osobami o różnych kolorach skóry, wyznawcami różnych religii, niepełnosprawnymi, osobami starszymi, żyjącymi według własnych światopoglądów i wyrażających swobodnie opinie oraz mniejszościami seksualnymi, osobami transpłciowymi, również na poziomie społecznej i prawnej akceptacji. Eurowizyjny sukces Conchity Wurst to potwierdza, a linia podziału głosów jury tego konkursu rysuje granicę kulturowej przepaści między Wschodem a Zachodem. Jak podawały media, Polska, Rosja i Białoruś nie przyznały wokalistce żadnego punktu (oprócz trójki państw, cztery inne kraje nie wyróżniły piosenki), w przeciwieństwie do głosowania widzów – tych Conchita urzekła (w polskim głosowaniu piosenka austriacka uplasowała się na czwartej pozycji).
Zacznijmy jednak od faktów. Conchita Wurst jest kreacją artystyczną. To wymyślona postać, która pojawia się w takiej formie tylko na scenie. Poprzez atrybuty kobiecości, w wersji lansowanej przez popkulturę (smukłe ciało, długie włosy, zwiewne kreacje, gesty sceniczne diwy), eksponuje transgresję płciową. W tym spektaklu płci, broda – jako silnie identyfikowalny męski atrybut – istnieje wyłącznie poprzez dopełnienie ultrakobiecej kreacji. Conchita bez brody byłaby – po prostu – kobietą. Broda nadaje znaczenia postaci, a eksponowana w przestrzeni publicznej, zwraca uwagę i otrzymuje status emancypacyjny wobec wszelkich odmienności – dlatego staje się polityczna i wzbudza reakcję. Na tym opiera się kampowy spektakl, który nie jest serio, gdyż wiemy, że Conchita jest drag queen. Do tego należy dołożyć piosenkę konkursową „Rise Like a Phoenix”, którą widzowie pokochali. Tematem przewodnim tekstu piosenki jest metafora odrodzenia się niczym Feniks, czyli metamorfoza w postaci pięknej i silnej, co może być ukłonem wobec wszelkich odmienności. Eurowizja pamięta Danę International, reprezentantkę Izraela, transpłciową piosenkarkę, która również w Polsce miała swoich fanów i nie wzbudzała agresji. Przeciwnie, podobała się, bez odniesienia do jej korekty płci. Pamiętamy także przaśną Wierkę Serdiuczkową z Ukrainy (w kabaretowym przebraniu Andrija Danyłko) jako ekstrawagancką kobietę. Ten ostatni występ z kolei wzbudzał salwy śmiechu. Chcę pokazać tylko, że nie zawsze mamy problem z transeksualnością.
Debata publiczna wokół Conchity Wurst w Polsce przebiega jednak w oparciu o bieżącą politykę ataków na „ideologię gender” oraz wzmacniana jest homofobicznymi postawami. Politycy nie przerywają kampanii wyborczej i dostali temat elektryzujący opinię publiczną – idealny tuż przed wyborami do Europarlamentu i zręcznie manipulują odbiorcami.
Upraszczając retorykę oburzonych: oto Europa zadrwiła ze swojej rdzennej tożsamości – odrzuciła estetykę pornograficznie ukazanych kobiet z występu Donatana i Cleo w piosence „My, Słowianie” („Slavic Girls”), a wybrała dziwadło. To, co nasze i swojskie, wartościowane w tekście utworu jako lepsze, zostało wyparte przez to, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Tak w skrócie można przedstawić clue dyskusji. Wielokulturowa i otwarta Europa dała Polakom w twarz. Co też nie jest prawdą, o czym świadczą głosy Europejczyków (gdyby nie brać pod uwagę doliczonych głosów jury, polska reprezentacja uplasowałaby się na piątej pozycji). Przyjrzyjmy się zatem tej argumentacji.
Posłowie Solidarnej Polski w ramach kampanii do Europarlamentu postulują zmianę zasad głosowania w konkursie Eurowizji. Poseł Jacek Kurski w programie radiowym Moniki Olejnik „7 dzień tygodnia” w Radiu Zet powiedział: Mamy do czynienia z agresją kulturową, dopychaniem kolanem modelu społecznego wyboru płci. To nie jest smaczne, że się facet ubierze w sukienkę, a potem sobie brodę przyklei. Nie da się tego oglądać. I dodał przy innej okazji: Tacy jak Conchita Wurst idą na podbój Europy. Poseł Jacek Sasin z PiS dodał: Obawiam się jednak, że to głosowanie było ideologiczne, które miało przyspieszyć ofensywę genderową w Europie. Trudno się z tym pogodzić, to było żenujące. Z kolei wypowiedzi księdza Dariusza Oko i publicysty Tomasza Terlikowskiego były atakiem na kategorię gender. Już w tych fragmentach ujawnia się retoryka bojowa: „agresja kulturowa”, „podbój Europy”, „ofensywa genderowa”. Skoro mamy „wojnę” kulturową, to trzeba się bronić – takie przesłanie niesie argumentacja prawicowych polityków i publicystów. Wróg (gender) także został mocno zaakcentowany. Natomiast komentarze odbiorców w Internecie były agresywne, ale najczęściej koncentrowały się na homofobicznych inwektywach. Objawiały też transfobię, gdy zestawiały zwyciężczynię z posłanką Anną Grodzką. Swoje dołożył także reprezentant Polski w konkursie Donatan, który stwierdził, że jego zespół był reprezentacją mniejszości seksualnej (tej heteroseksualnej) i niepokoił się zachwianymi proporcjami. Były także reakcje odwrotne, ale koncentrujące się głównie na emocjonalnej warstwie odbioru nastrojowej piosenki Conchity. Widzom z Polski również bardzo się spodobała, a komentarze w stylu: uwielbiam/kocham tę piosenkę, wcale nie były rzadkie. Prywatne opinie zasadniczo nie mają charakteru politycznego czy polemicznego, więc nie mieszczą się w granicach dominującego dyskursu, ale warto o nich pamiętać.
Dla zachodnich mediów temat i osoba zwyciężczyni były sensacją, owszem, ale zostały podane wyłącznie jako sensacja. Bez naleciałości politycznych, inwektyw, obrażania. Świat obiegły zdjęcia Conchity odbierającej gratulacje od prezydenta Austrii. Tak działa jednak popkultura – ciekawi i ekscytuje to, co kolorowe, ładne, do skonsumowania i gładko podane. Tutaj głównie działały obrazy, a więc publikowano rozmaite sesje zdjęciowe, stylizacje i przebrania wokalistki. Media europejskie koncentrowały się także na wypowiedziach rosyjskiego wiceprezydenta, który stwierdził publicznie, że idea integracji europejskiej to kobiety z brodami, co w kontekście aktualnych przepisów antygejowskich, będących ewidentnym łamaniem praw człowieka, bardzo oburza zachodnią opinię publiczną.
Odbiór wynika z różnic kulturowych – otwartości społeczeństw, odzwierciedlonej w prawodawstwie poszczególnych krajów europejskich i postawach zwykłych obywateli. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy zauważymy sukces medialny polskiej reprezentacji eurowizyjnej. Większość mediów była zaskoczona polskim występem i wcale nie odebrała tego pozytywnie. Piękne dziewczyny ubijające masło i piorące na scenie podczas występu nie były zmysłowe, tylko ociekały pornografią. „Slavic girls” w zachodnich mediach zmieniły się na „slave girls” – synonimem słowiańskich dziewcząt stały się niewolnice seksualne Europy, a w domyśle: prostytutki albo „łatwe” dziewczyny. Po reakcjach publiczności w Polsce widać, jak wielkie jest niezrozumienie dla europejskiej poprawności politycznej, będącej podstawą wielokulturowości, w której nie ma miejsca na seksistowskie ukazywanie kobiet, zwłaszcza sprowadzonych wyłącznie do obiektów seksualnych. Choć należy przyznać, że piosenka spodobała się publiczności, ale to również efekt popkultury – nagość i seksualność jest towarem.
Przypadek ten w kontekście polskiej dyskusji jest bardzo ciekawy. Pokazuje klęskę tradycyjnego modelu patriarchalnego, operującego seksizmem, na rzecz zwycięstwa wielokulturowości i otwartości. Najbardziej widoczne reprezentacje konkursu Eurowizji w zachodnich mediach, a więc Polski i Austrii, ujawniły różnice kulturowe w odniesieniu do mentalności i sposobów ekspresji artystycznej. Europa pokazała, że wciąż wybiera równość i tolerancję.

Dowiedz się
więcej: