konkursy

filmowy

muzyczny

Abstrakty konferencji

Adrian Favell: Fakt istnienia wielokulturowości
Pojęcie „wielokulturowości” narażone było w Europie ostatniej dekady na wzmożoną krytykę. W wielu krajach wręcz mówi się, że zostało ono zastąpione przez bardziej wyraźnie asymilacyjną politykę „integracji”. Ale jednak, pomimo krytyki prób podejmowanych przez rządy w sprawie radzenia sobie z powiązanymi kwestiami, nic nie może zmienić faktu, że większość państw europejskich jest lub staje się coraz bardziej wielokulturowa. Niezależnie czy do opisu tego zjawiska używamy zwrotów takich jak wielokulturowość, wieloetniczność, zróżnicowanie czy pluralizm – bo przecież ostatecznie samo nazewnictwo jest bez znaczenia – nasze społeczeństwa faktycznie są i pozostaną wielokulturowe. Prawdziwy dylemat wielokulturowości polega na tym, że do tej pory nie istnieją przypadki uznania wielokulturowości,, za wyjątkiem integracyjnej perspektywy narodowej. W krajach takich jak Wielka Brytania czy Francja, które są głęboko wielokulturowe i gdzie poczyniono już pierwsze małe kroczki w kierunku uznania różnorodności (a więc reakcji politycznych), kwestia ta jest nadal postrzegana przez pryzmat godzenia różnorodności z (otwartym) uniwersalnym narodem. Sam reprezentuję inny punkt widzenia: różnorodność w całej Europie jest dziś przede wszystkim i coraz bardziej, ponadnarodowa, a więc pojęcie integracji – nawet jeśli ma być ona w zamyśle „wielokulturowa” – stanowi anachroniczne, nieomal XIX wieczne odwołanie do narodowości jako rozwiązania zaistniałej sytuacji. Mniejszości ponadnarodowe w Europie, w imię „postawy obywatelskiej”, są więc wszędzie przedmiotem przymusu i upokarzających prób narzucenia norm, wartości, standardów zachowań oraz osobliwej lojalności wobec dominującego narodowego państwa – gospodarza. Jednocześnie są to wymagania, które prawie nigdy nie są już nakładane w ten sposób na zwykłych obywateli większości: nowoczesne, wysoce indywidualistyczne jednostki ze zmieniającą się i wieloraką tożsamością, których niekwestionowany status daje im szereg dostosowanych do ich potrzeb możliwości przynależności i identyfikacji ze swoją nominalną narodowością.

Anne Phillips: Wielokulturowość bez „kultury”
Co mają na myśli ludzie mówiący, że „wielokulturowość nie działa”?
Jaką widzą alternatywę?
Istnieją dwa główne powody, dla których można powiedzieć, że „wielokulturowość nie działa”. Pierwszy koncentruje się wokół poglądu, że ludzie mogą żyć szczęśliwie, tylko wtedy, kiedy znajdują się wśród innych, którzy są „tacy sami jak oni”. Ta niepokojąca myśl sugeruje strach przed różnicami: trzeba otoczyć się  tymi, którzy myślą podobnie, mają podobne preferencje i uprzedzenia, nie pozwolą zakłócić naszego porządku. Jest  – lub powinno być – przeciwieństwo twórczego podejścia. Drugi zarzut jest poważniejszy. Według niego wielokulturowość jest pomyślana jako odpowiedź na nierówne traktowanie mniejszościowych grup kulturowych, jednak próbując rozwiązać nierówności między większością a mniejszościami, wzmacnia się nierówności w obrębie grupy. Podejmuje się próbę zaprowadzenia większej sprawiedliwości, ale w rezultacie to pogłębia tylko nierówność (zwłaszcza między kobietami i mężczyznami). Moim zdaniem jest  rzeczywiście problem z niektórymi wersjami wielokulturowości, jednak tymi, odzwierciedlającymi mylące postrzeganie idei kultury jako jednolitej i zamkniętej. Wielokulturowość bez doprecyzowanego pojęcia kultury może jednak działać.

David Goodhart: Wielokulturowość: wady i zalety
Nasze liberalne demokracje wciąż funkcjonują dość dobrze, a jednym z osiągnięć współczesnego świata jest to, że nauczyliśmy się tolerować i dzielić z ludźmi bardzo innymi od nas samych. Z drugiej strony, logika stojąca za solidarnością z jej skłonnością do nakreślania granic, oraz logika stojąca za różnorodnością z tendencją do ich przekraczania, ciążą w przeciwnych kierunkach w niektórych momentach dziejowych. W wyniku erozji wspólnych norm i tożsamości, zwłaszcza klasowych i narodowych, oraz niedawnego napływu imigrantów do Europy, obecnie znajdujemy się w takich czasach.
Moim zasadniczym przesłaniem jest teza, iż w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, to co nazywamy wielokulturowością obrało dwie drogi – jedna to bardziej agresywne dążenie do liberalizmu nieodróżniającego koloru skóry; druga opiera się na trwałym kulturowym separatyzmie – ta druga droga jest wyraźnie niekompatybilna ze społeczeństwem socjaldemokratycznym, ponieważ narusza wzajemne poszanowanie.

Anna Zeidler-Janiszewska: Praktyki sztuki wobec wyzwań wielokulturowości
Diagnozę, która stanowi przedmiot naszej troski, można sformułować tak: rosnące zróżnicowanie  współczesnych społeczeństw we wszystkich tych przekrojach, o których mówi w swoim referacie  David Goodhart, prowadzi znaczną część europejskich „tubylców” do zawężenia zakresu stosowania pierwszej osoby liczby mnogiej. „My” staje się coraz bardziej partykularne, co przekłada się na postawę niegościnności wobec imigrantów, a coraz częściej także i przemocy (co potwierdza choćby lektura codziennych serwisów informacyjnych, także polskich). Pytanie, na które próbuję w swoim referacie odpowiedzieć, brzmi: Czy sztuka, której pojęcie obejmuje dziś znacznie bardziej niż we wcześniejszej fazie, nowoczesności gatunkowo zróżnicowane  i hybrydyczne, ale i  zarazem mniej elitarne praktyki artystyczne, może przyczynić się do zmiany tej sytuacji? I – jeśli tak – to w jakim zakresie? W nawiązaniu do etyki gościnności w sformułowaniu Jacquesa Derridy, wskażę udane – moim zdaniem – przykłady praktyk, które  przeciwdziałają zawężaniu „my” do wspólnot względnie jednolitych  etnicznie i kulturowo, a jednocześnie wykraczają poza tradycyjne opozycje typu: uniwersalne/partykularne czy globalne/lokalne.
 
Magdalena Środa: Wielokulturowość w przestrzeni publicznej ze szczególnym uwzględnieniem mediów
Referat opiera się na trzech tezach: Pierwsza: wielokulturowość jest faktem; nie ma od niej ucieczki, przeciwnie, trzeba z niej czerpać; siła Europy płynie z wielokulturowości. Druga: Musimy nauczyć się to robić, to znaczy musimy zarówno nauczyć się tolerancji, solidarności, otwartości jak i uznania dla wielokulturowości – takie powinny być zasady życia publicznego. W Polsce mamy trudności ze zrozumieniem swoistego charakteru tej moralności. Trzecia teza: media powinny odgrywać szczególna rolę w tych procesach. Pytaniem jest: jak (nie zanudzając) otwierać innych na inność? Jak (nie moralizując) przekonywać ludzi do respektowania zasad moralności życia publicznego i wielokulturowości.

Wiesław Godzic: Czy media mogą być monokulturowe?
I. Jeśli zaprzeczeniem tendencji „multikulti” jest podejście monokulturowe, to trzeba zadać pytanie, czy media mogą być wyłącznie nastawione na przedstawianie i udział w jednej kulturze.
II. Media etniczne, czyli jakie?
Studia telewizyjnych magazynów informacyjnych głównych nadawców światowych są ze sobą zdumiewająco zbieżne (podobno jest dwóch liczących się specjalistów na świecie w tej branży). Konstruktorzy stron WWW kierują się światowymi trendami. Jedynie kino ma jeszcze szanse na monokulturowość (ale i ono czerpie garściami ze wspólnego kotła).
III. Format rulez!
Trudno dzisiaj mówić o gatunku (filmowym, telewizyjnym, internetowym). W „Rocky Horror Picture Show” zgodnie współpracuje ze sobą kilkanaście cech dotychczasowych gatunków. Rządzi format: znacznie mniej „luźny” niż gatunek, niepokojąco silny kontroler. Przedmiotem skomplikowanych uzgodnień w branży telewizyjnej staje się obecnie wspólne lub osobne wyjście prowadzących.
IV. Czy zestandaryzowane i zhomogenizowane produkty mają przyszłość?
Takie same układy gazet, stron WWW, zabawki, notebooki, ultrabooki i tablety znajdziemy w każdej kulturze etnicznej. Co z tego wynika – oprócz posądzeń o plagiat pomysłów? Stajemy się nową publicznością: użytkownikami-kreatorami dwóch praktyk jednocześnie: rozprzestrzeniania i lepkości. To nie musi znaczyć nic złego dopóty, dopóki mamy tego świadomość.

Dowiedz się
więcej: